środa, 30 kwietnia 2014

Be Alright.



Stało się! Coś na co czekaliście, a może i nie, nie wiem. Tak jak mówiłyśmy jest druga część i będziemy ją znowu razem tłumaczyły. Tak więc, Jallysa wraca. Nowe problemy, rozterki, decyzje i po raz kolejny możecie śledzić ich losy. Wraz z Paulą zapraszamy na:


Co przyniesie przyszłość?
Czy Justin się zmienił?
Czy Alyssa jest pewna swoich uczuć?
Czy ten związek ma szanse?
Dowiesz się na:



Cieszycie się?
Ponownie zachęcamy do wpisywania się na listę informowanych, ponieważ obecna lista (ta z Enemies With Benefits) jest już nie ważna. 

Mamy nadzieję, że frekwencja będzie na szóstkę z plusem. Liczymy na Was.
kckckckck #muchlove

niedziela, 13 kwietnia 2014

17. We'll be fine.


Alyssa.

Dwa tygodnie później dalej nie mogłam przestać się uśmiechać. Moja mama była pewna, że ktoś mnie kontroluje, ponieważ nigdy nie byłam taka szczęśliwa.
-Wszystko jest teraz inne- powiedziałam jej.-Wszystko jest niesamowite.
-Cóż, nie lubię myśleć negatywnie, ale pamiętaj gdzie się wybierasz za dwa miesiące. Nie odkładaj pakowania na ostatnią chwile.
-College-westchnęłam, kiwając głową. Byłam podekscytowana ponieważ będę miała swoją najlepszą przyjaciółkę obok, ale nienawidzę dwóch rzeczy. Zostawiam mamię samą w domu i to, że kiedy pójdę do szkoły w Berkeley, Justin zostanie w domu i pójdzie do collegu bliżej. Związek na odległość jest coś z warty z nim.
-Będziesz miała coś przeciwko, żeby Justin wpadł?-Zawołałam do mojej mamy.
-Nie- zamknęła drzwi do swojej sypialni- mam zamiar załatwić kilka spraw, ale rozsądnie proszę.
-Wiem, mamo- przewróciłam oczami.

Pięć minut po tym jak moja mama wyszła, usłyszałam dzwonek do drzwi. Zbiegłam po schodach, prawie z nich spadając. Otworzyłam drzwi i zobaczyłam Justina, opierał się i uśmiechał szeroko.
-Hej, piękna- przywitał mnie, podnosząc i obracając w powietrzu.
Zachichotałam- Ty także, nie wyglądasz źle- cmoknęłam go w usta.
-Gdzie jest twoja mama?-Zapytał stawiając mnie na ziemi.
-Wyszła- powiedziałam, owijając swoje ramiona wokół jego.- Więc mam cały dom dla mnie i mojego chłopaka.
-Nigdy nie znudzi mi się to słowo z twoich ust- uśmiechnął się, całując mnie w czoło.
Chwyciłam jego dłoń, prowadząc go do salonu.
Leżeliśmy na kanapie, jego ramiona wokół mnie, telewizor włączony cicho. Wspomniałam już, że ten związek jest idealny?
-Moja mama powiedziała mi, żebym zaczęła się dzisiaj pakować- mruknęłam, kiedy oby dwoje zasypialiśmy.
-Po co?-Wyszeptał, podniósł się i wyłączył telewizor. Obróciłam się i położyłam moją głowę na jego klatce piersiowej.
-Wyjeżdżam siedemnastego sierpnia.
Justin złapał oddech.-To dwa miesiące od teraz.
-Wiem- westchnęłam.- Ciągle mamy całe lato, żeby spędzić je razem.
-Zgaduje, że to najlepsza chwila, żeby to zrobić- mruknął.- Muszę ci coś powiedzieć.
Usiadłam. -O, Boże. Ostatnim razem jak to powiedziałeś, nie skończyło się to za dobrze- zmarszczyłam brwi.
Sięgnął do tylnej kieszeni i wyjął z niej kawałek papieru. Podał mi go.
-Po prostu przeczytaj.
Chwyciłam to i zrobiłam to co mi polecił. -Szanowny Panie Bieber, mamy przyjemność poinformować.. -spojrzałam na niego. -Że został pan wybrany przez Uniwersytet w Kalifornii, aby być częścią rocznika 2016.
Spojrzałam na niego ponownie, uśmiechał się.-Więc, co to znaczy?
-Idziemy razem do collegu, skarbie- zaśmiał się, kiedy pisnęłam.
-Ale kiedy złożyłeś podanie?
-Kiedy dowiedziałem się, że ty tam idziesz.
-Myślałam, że chciałeś zostać w domu- ponownie przeczytałam list.
-Chciałem- zakaszlał.- Ale nie mam już powodu, aby tutaj zostać bez ciebie. Jeśli oznacza to, że będe musiał przejechać setki kilometrów, cholera zrobie to. Chcę tylko być z tobą, gdziekolwiek będziesz.
-Aw, Justin- uśmiechnęłam się.
-Więc, kto jest najlepszym chłopakiem na świecie?- Zapytał.
-Myślę, że ty- pocałowałam go.- Chelsea, będzie troszkę wkurzona, kiedy się dowie. Dalej nie ufa ci w stu procentach.
-Przekonam ją- mrugnął.
Zaśmiałam się.- Jesteś odmienionym człowiekiem Justinie Bieberze.
-Ty to wiesz- uśmiechnął się szeroko. Przerzucił mnie i przyparł do kanapy.

Dwa miesiące później.

-Spakowałaś wszystko, kochanie?-Zawołała moja mama z salonu, kiedy wkładałam ostatnią bluzkę do mojej walizki.
-Prawie- odkrzyknęłam.
-Okej, mam zamiar spakować rzeczy do samochodu i udać się do kampusu. Spotkamy się na miejscu, okej? Och i przy okazji Justin z Chelseą już są.
-Justin, ruszaj się- usłyszałam przygryzkę Chelsei. 
Usłyszałam trzask i jęk Justina. Chelsea przybiegła na górę.
-Co to było?- Zapytałam.
-Nic- wzruszyła ramionami. Justin wszedł do pokoju pocierając swoje plecy.
-Ona popchnęła mnie na ścianę. Jesteś szalona, jezzu.
-Moglibyście być mili dla siebie? - Przewróciłam oczami.
-Nie- powiedzieli chórem.-Jestem tutaj, aby zaoferować po raz ostatni. Wolisz jechać z moją rodziną czy z...- Chelsea zmrużyła oczy na Justina.
-Mogę tylko przypomnieć, że to ty byłaś osobą, która powiedziała Alyssie, żeby podeszła do mnie na zakończeniu. Więc dlaczego jesteś taka wkurzona?- Justin odgryzł się.
-Ponieważ dbam o szczęście mojej przyjaciółki. To, że ona jest szczęśliwa nie oznacza, że ja też muszę być..
-Okej, wystarczy!- Wstałam.- I nie, dziękuje Chelsea. Pojadę z Justinem.
-Ugh, dobrze- Chels, wymamrotała.- Ale jeśli dotrę tam przed tobą, pierwsza wybieram sobie łóżko.
-Zrobisz to- pokiwałam głową.- Do zobaczenia.
-Do zobaczenia- obróciła się do wyjścia, zderzając się z Justinem ramionami, kiedy wychodziła.
-Czy możesz spróbować dogadać się z nią? Ponieważ to będą długie cztery lata, jeżeli będziecie się dalej kłócić.
-Próbuję, ona to utrudnia- westchnął.- Ale będę próbował bardziej.
-Dziękuje- westchnęłam.- Myślę, że jestem gotowa- omiotłam wzrokiem pokój, upewniając się, że nie zostawiłam niczego. Westchnęłam znowu. Tak dużo wspomnień było w tym pokoju, w całym domu.
- Wszystko w porządku?- Justin stanął za mną, kładąc swój podbródek na moim ramieniu.
-Tak, tylko dorastałam w tym domu. Słuchałam co noc kłótni moich rodziców, zanim ojciec się w końcu wyprowadził. Pamiętam, jak z tego łóżka oglądałam ludzi, którzy wnosili gówna Jim'a po ślubie. Wykradałam się z tego okna tak wiele razu. Dużo gównianych rzeczy działo się w tym domu.
-Więc, czas na nowe wspomnienia- Justin pocałował mój kark i podniósł walizkę.- Chodźmy stąd. Moja mama będzie czekała na mnie przy akademikach, ale pewnie nie zostanie za długo, więc powinniśmy ruszyć.
-Okej-uśmiechnęłam się. Kto by pomyślał, że ja i Justin kiedykolwiek się dogadamy, nie mówiąc o byciu razem. Jeśli zapytała byś mnie miesiąc temu, powiedziałabym, że jesteś szalona. Ale teraz.. wyjeżdżam z nim do collegu.

Tak więc, to jest część, w której mówię; żyliśmy długo i szczęśliwe?



~*~
Na wstępie, przepraszam za błędy, ale zależało mi, żeby dodać jeszcze w niedzielę.


Tak, więc.. koniec Enemies With Benefits.. kurczę, płakać mi się chcę. Niedawno dodawałam pierwszy, a teraz dodałam ostatni, dziwnie mi z tym.. to było tak niedawno. Muszę się przyznać, że na początku nie traktowałam poważnie tego bloga.. ale z czasem, przywiązałam się. I pewnie płakałabym, na myśl o tym, że nie dodam tu kolejnego rozdziału z życia Jallysy, ale na szczęście mamy drugą część, za niedługo podam Wam link.
Pierwszy raz od roku, może dwóch.. nie wiem, skończyłam opowiadanie. Mam banana na twarzy, cieszy mnie to bardzo, ale nie skończyłabym go, gdyby nie Wy i Paulla.

Na początku chciałam podziękować Pauli, bo gdyby nie Ona to opowiadanie pewnie nie zostałoby dokończone, albo w ogóle zaczęte. Cieszę się, że to z Tobą je tłumaczyłam i dziękuje, że mi tak pomogłaś. Serio, nie mogę się doczekać współpracy na Be Alright. 
#muchmuchmuchlove!

A co do Was.. moich, naszych czytelników, odbiorców.. nie wiem jak Was nazwać. Jesteście moimi misiami i tyle, bo zawsze uwielbiałam i dalej uwielbiam czytać Wasze komentarze, to jak przeżywacie i jakiekolwiek uwagi odnośnie rozdziałów. Czasami na prawdę dzięki Wam się uśmiechałam. Przepraszam Was za to, że musieliście czekać na moje rozdziały, przepraszam,  przepraszam,  przepraszam,  przepraszam,  przepraszam,  przepraszam! Zawiodłam tyle razy, a Wy i tak byliście i mam nadzieję, że będziecie na Be Alright (tytuł drugiej części Enemies With Benefits). Nie spodziewałam się, że tak polubicie to opowiadanie, a tu proszę- zaskoczenie i to miłe. Dziękuje Wam za:
-każdy komentarz (618, troszkę mało patrząc na wyświetlenia, ale i tak dziękuje)
-każde wejście na bloga ( aż 96,567- łaaaaaał, nie spodziewałam się tego)
-to, że oczekiwaliście na nowy rozdział
-to, że byliście. 



To chyba tyle z mojej strony, niedługo któraś z nas wpadnie tutaj z linkiem do drugiej części, wpadajcie, sprawdzajcie. 
No i oficjalnie mam zaszczyt zakończyć Enemies With Benefits. 
Zamknięte listy informowanych, pytania o tego bloga też już są zbędne. 

JESZCZE RAZ DZIĘKUJE I DO NAPISANIA <33

#MUCHLOVE

piątek, 11 kwietnia 2014

Taka sytuacja..


Ostatni rozdział pierwszej części Enemies With Benefits pojawi się w niedzielę. Niestety przed chwilą dowiedziałam się, że wyjeżdżam jutro o czwartej i nie mam jak dodać, ponieważ mam przetłumaczoną połowę. Wracam w niedzielę i rozdział powinien pojawić się około dwudziestej drugiej. Przepraszam, że Was tak wstrzymuję, ale jakby nie patrzeć to niedziela to także weekend.
Trzymajcie się cieplutko xx

sobota, 5 kwietnia 2014

16. Graduation

                                        MOJA końcowa notka pod tym rozdziałem. 
Proszę, przeczytaj.

  
 *Alyssa*

Spędziłam cały weekend w łóżku z wyłączonym telefonem, więc nie miałam z nikim kontaktu. Jim będzie w areszcie śledczym, aż do rozprawy, która odbędzie się w przeciągu miesiąca, ale nie zamierzam się tym zamartwiać, dopóki nie przyjdzie na to czas.
W poniedziałek rano, moja mama zajrzała do pokoju. – Proszę, nie mów mi, że zamierzasz spędzić ostatni dzień jako licealistka cały dzień w pokoju.
Westchnęłam. – W związku z ostatnimi wydarzeniami, naprawdę nie jestem podekscytowana ukończeniem szkoły. – rozdanie dyplomów było za mniej więcej 24 godziny i była to ostatnia rzecz, o której w tej chwili myślałam.
-Hey, nie teraz. – uśmiechnęła się. – Nie psuj mi zabawy z posiadania mojego jedynego dziecka, które niedługo będzie absolwentem liceum. A teraz weź trochę pieniędzy i jedź do centrum, kupić sobie jakąś ładną sukienkę na jutro.
Jęknęłam. – Jeszcze więcej sukienek?
-Tak, jeszcze więcej sukienek. – moja mama zaśmiała się i rzuciła we mnie portfelem. – Idź.
Ubrałam się i pojechałam do centrum handlowego. Tak duża ilość sklepów, prawdopodobnie skończy się tym, że wejdę do jednego z nich i kupię pierwszą sukienkę, którą zobaczę. Weszłam do sklepu, który oczywiście był zbyt drogi jak na mój budżet, ale dziewczyna może sobie chociaż pomarzyć.
Trzymałam czarną sukienkę w górze przed lustrem, gdy poczułam klepnięcie w ramię. – Alyssa? – odwróciłam się i zobaczyłam Zoey, która stała przede mną z małym uśmiechem na twarzy.
-Uh, hey. – odwiesiłam sukienkę na wieszak i skrzyżowałam ręce.
-Jak się masz?
Co do cholery? – Dobrze.
-Jesteś podekscytowana rozdaniem świadectw?
-Czego do cholery ode mnie chcesz, Zoey? – warknęłam. – Nie mam czasu na Twoje gówna.
-Spójrz, zobaczyłam jak wchodzisz do sklepu i chciałam Cię tylko przeprosić za wszystko. Słyszałam o Twojej mamie i ojczymie. To co się stało jest do bani. Wiem, że byłam dla Ciebie suką od podstawówki i przykro mi. – odchrząknęła. – Zgaduję, że było to spowodowane tym, że byłam zazdrosna o to, co ty miałaś, a ja chciałam.
-Co to?
-Justin. – potrząsnęła głową. – Szaleje za Tobą, odkąd byliśmy dziećmi i to jest takie oczywiste. Myślę, że nie byłam przyzwyczajona do bycia z kimś, kto nie interesował się wyłącznie mną. Jest to głupi powód do nienawidzenia kogoś, wiem o tym.
-Dzięki, tak myślę. – uniosłam brwi.
-Wiem co się wydarzyło podczas balu, Alyssa. I w ciągu ostatnich kilku miesięcy. – Zoey westchnęła. – Justin jest naprawdę dobrym facetem. On naprawdę Cię kocha.
-On mnie nie kocha. – mruknęłam. – Może dlatego, że on nie kocha nikogo innego oprócz siebie.
-I tu się mylisz. – Zoey się zaśmiała. – Chłopacy są niedojrzali. Mają dziwny sposób na okazywanie uczuć. Justin nigdy nie spał z dziewczyną więcej niż trzy razy. Nigdy wcześniej nawet nie zabrał dziewczyny na prawdziwą randkę. Mogę tak wymieniać bez końca, ale w każdym razie, nie skreślaj go. On cierpi.
-Cóż, to nie tak, że on mnie też nie zranił, więc… - zachichotałam.
-Wiem, że nie jest to miejsce na mówienie Ci co powinnaś zrobić, ale pomyślałam, że powinnaś wiedzieć jak czuję się Justin. No wiesz, taka opinia kogoś z zewnątrz. I ponownie przepraszam. – zachichotała. – Zbyt wiele lat zmarnowałam na traktowaniu Cię jak śmiecia, nie zdając sobie przy tym sprawy z tego, jak źle się z tym czułaś.
-Dziękuję, Zoey. – pokiwałam głową. – Ale mam nadzieję, że zdajesz sobie sprawę z tego, że to nie sprawi, że zostaniemy przyjaciółkami.
-Oh, wiem. Chciałam tylko wyjaśnić to całe gówno przed rozdaniem dyplomów i pójściem do collegu. Nie będziemy przyjaciółkami, ale nie chcę żebyśmy były wrogami.
Uśmiechnęłam się. – Ja również.
-Więc, do zobaczenia jutro?
-Pewnie. – pokiwałam jej, gdy wychodziła ze sklepu.
Moja mama obudziła mnie następnego ranka, siedząc na brzegu łóżka. W jej oczach były łzy. – Czas wstawać, kochanie. – uśmiechnęła się.
-Zamierzasz płakać cały dzień? – narzekałam.
-Tak, więc lepiej się do tego przyzwyczaj.
Wzięłam długi, gorący prysznic, nie wierząc, że to dzisiaj jest ten dzień. Zaczęłam się przygotowywać, nie do końca szczęśliwa z powodu pójścia do szkoły i stawienia czoła moim kolegom z klasy, a w szczególności Justinowi i Chelsey. Moja toga wisiała na drzwiach szafy, gapiąc się na mnie. Po dzisiejszym dniu, będę zdana na własną rękę.
-Jesteś gotowa? – moja mama weszła do pokoju, by zapiąć mi guzik od togi na plecach. Chwyciłam moją czapkę do kompletu i przytaknęłam. – Chodźmy. – wzięłam głęboki wdech.
Organizatorzy chcieli aby absolwenci ustawili się w rzędach na parkingu, przed wejściem na boisko od foorball’a i rozpoczęciem ceremonii. Przytuliłam mamą i ustawiłam się wraz z innymi absolwentami, których nazwisko zaczyna się na L. Spojrzałam na kolejkę, znajdującą się sześć rzędów przede mną, a spojrzenia moje i Chelsey spotkały się. Patrzyłyśmy na siebie przez kilka sekund, zanim jej rząd nie został wepchnięty na boisko.
Muzyka zaczęła grać, gdy zajmowaliśmy swoje miejsca. Kiedy wszyscy usiedliśmy, nasz dyrektor wstał, aby zaprosić celującego absolwenta, któremu przypadł zaszczyt wygłoszenia mowy pożegnalnej. Dzieciak, który nazywał się Mike wstał i zaczął wygłaszać swoją przemowę.
-Napisanie tej mowy zajęło mi dużo czasu. – zaczął. – Początkowo myślałem, że to będzie proste, ale kiedy usiadłem, by rzeczywiście coś napisać, kartka była pusta. Ale zamierzam dać z siebie wszystko. Byliśmy ze sobą przez wiele lat, klaso z rocznika 2012*. To zabawne, ponieważ gdy był nasz pierwszy dzień jako pierwszoroczniaków, rozdanie dyplomów brzmiało tak odlegle. Ale teraz, jesteśmy tutaj. I patrzymy na ostatnie cztery lata, żałując w naszych umysłach, wszystkich popełnionych przez nas błędów.
Spojrzałam przed siebie na Justina, który uważnie patrzył na Mika. – Liceum jest jak obóz przetrwania, przed wkroczeniem do świata realnego. Walczymy z ludźmi, których nie zawsze lubimy. Spędzamy czas z ludźmi, o których się martwimy. Ale co najważniejsze, zaczynamy relacje z ludźmi, którzy zabiorą nas w podróż życia i pomogą nam przejść przez to wszystko razem. Liceum to dramat, wiem o tym. Ale myślę, że cały sens liceum polega na przebaczaniu. Przebaczanie jest częścią życia, która świadczy o dojrzałości i jeśli nie jesteś gotowy wybaczyć tym, którzy cię oszukiwali, to nie jesteś gotowy na prawdziwy świat.
Justin odwrócił się i spojrzał na mnie, a wtedy nasze oczy się spotkały, ale odwrócił się ponownie. – Chodzi mi o to, że nie zapominajcie o ludziach, którzy byli z Wami przez te cztery najtrudniejsze lata i są aż do teraz. Są to ludzie, którzy będą przy Was, gdy przyjdą kolejne trudne lata. Gratulacje, moi koledzy z rocznika 2012. Zrobiliśmy to.
Całe boisko wybuchło w okrzykach i oklaskach. Wszyscy wstali, gdy Mike odbierał dyplom i wrócił na swoje miejsce, po drodze przyjmując gratulacje od nauczycieli i kilku uczniów. Następnie, zaczęli wyczytywać nazwiska absolwentów, którzy wchodzili na scenę i odbierali dyplom.
Kiedy nazwisko Justina zostało wywołane, zareagował on na to uśmiechem, który posłał w kierunku swojej rodziny i przyjaciół, gdy wchodził na scenę. Uścisnął dłoń z dyrektorem, odebrał świadectwo i wrócił na swoje miejsce.
Zawołali mój rząd, by ustawił się przed sceną oraz wyczytali kilka pierwszych osób. Zamknęłam oczy, gdy dziewczyna przede mną została wywołana. Byłam następna.
-Alyssa Lopez. – nasz dyrektor powiedział do mikrofonu, a ja wzięłam głęboki wdech. – Gratulację. – mruknął, potrząsając moją ręką. Uśmiechnęłam się do niego i zeszłam ze sceny. Nie mogłam wypatrzeć mojej mamy wśród tłumu, który wiwatował na trybunach, ale wiedziałam, że gdzieś tam była i płakała.
Kiedy przeszli już przez resztę alfabetu, wstałam gdy Chelsea została wyczytana. Czekała na ten moment od zawsze. Po wywołaniu ostatniego nazwiska, otrzymaliśmy ostatnie gratulacje, zanim rzędami wyrzuciliśmy nasze czapki w powietrze, obserwując jak spadają wokół nas.
Wróciłam na parking, wyciągając szyję, aby znaleźć mamę. Uśmiechnęłam się, gdy ją zauważyłam oraz owinęłam swoje ramiona wokół niej, kiedy do mnie dotarła. – Oh, gratulacje, Alyssa. Nie mogę uwierzyć, że moje dziecko jest już absolwentem liceum. Wiem, że nie spędzałam z Tobą dużo czasu, ale...-
-Shh, mamo. Jest dobrze. Dziękuję Ci.
-Tak bardzo Cię kocham i jestem z Ciebie taka dumna. – wyszeptała, mocniej mnie do siebie przytulając. Ktoś za mną odchrząknął, a mama mnie puściła. Odwróciłam się, a Chelsea stała przede mną uśmiechając się. – Możemy porozmawiać?
Zerknęłam na moją mamę, która się uśmiechała. – Pójdę poczekać w aucie. Gratulacje Chelsea.
Moja mama odeszła, zostawiając nas same. Chelsey i ja patrzyłyśmy się na siebie, dopóki nie owinęła swoich ramion wokół mnie. – Tak bardzo przepraszam. Kompletnie przesadziłam i zostawiłam Cię, nie dając Ci nawet przedstawić swojej wersji wydarzeń.
-Żartujesz sobie ze mnie? To ja przepraszam. Nie powinnam Cię okłamywać i ukrywać przed Tobą czegoś tak ważnego. Jestem okropną najlepszą przyjaciółką.
-Ty histeryczko. Myślę też, że przesadziłyśmy również z osądzaniem Justina. – odsunęła się. – Więc daj mi więcej szczegółów. Jest dobry w łóżku?
Zaśmiałam się.  – Jest niesamowity.
-Słyszałam, że się w Tobie zakochał? – Chelsea poruszała sugestywnie brwiami. – To takie słodkie!
-Yeah, ale całkowicie to spieprzyłam. – westchnęłam. – Powiedziałam mu, że albo Ty albo on, a ja nie mogłam podjąć tej decyzji.
Usta Chelsey rozchyliły się. – Ty kretynko! Nie rujnuj czegoś tak idealnego z mojego powodu! Wiedziałaś, że bym Ci wybaczyła prędzej czy później.
-Teraz jest już za późno. – wzruszyłam.
-Nie, nie jest! A teraz maszerujesz do niego i wszystko naprawiasz! – tupnęła nogą jak małe dziecko. – Idź!
Westchnęłam i przypomniałam sobie co mi powiedział Justin. Teraz albo nigdy. Co mam do stracenia? Przytaknęłam głową i się rozejrzałam. Zobaczyłam Justina stojącego ze swoją rodziną i przyjaciółmi. Chelsea podążała za mną, kiedy szłam w jego kierunku. Klepnęłam go w ramię i odwrócił się do mnie.
-Oh, cześć. Gratulację. – powiedział, krzyżując ręce. – Czego chcesz?
-J-Ja, Ja chciałam tylko… - co mam powiedzieć?
-Czego, Alyssa? – warknął.
Nie było to, to co zamierzałam powiedzieć; było to, to co zamierzałam zrobić. Zrobiłam krok do przodu i przycisnęłam swoje usta do jego. Poczułam jak odchylił się w tył w zdezorientowaniu, zanim owinął swoje ramiona wokół mnie i przyciągnął mnie do siebie. Usłyszałam jak Chelsea zapiszczała za mną. Byłam pod wrażeniem swoich możliwości, z powodu erekcji, która wydawała się, że wciąż rośnie. Wiedziałam, że wszyscy na nas patrzą.
Justin odchylił się do tyłu i oparł swoje czoło o moje. – Kocham Cię. – wyszeptał.
Przygryzłam wargę. – Słyszałam o tym. – uśmiechnęłam się.
-Yeah, ale nie ode mnie. – zachichotał.
-Justin Bieber zakochany? Co za szok. – droczyłam się z nim.
-Wiem. Co ty do cholery ze mną robisz, Lopez? I nie zamierzasz nawet mi odpowiedzieć tym samym?
Mój uśmiech się powiększał. – Kocham Cię Justinie Drewie Bieberze.

Wszystko było perfekcyjnie.

 *jest to rok, w którym kończą szkołę, jakby ktoś nie wiedział.


~~*~~

Czy mogę już płakać? :)
Zoey już nie jest suką, Chelsey pogodziła się z Alyssą i najważniejsze Alyssa i Jsustin SĄ RAZEM! 
*taniec radości*

Jak ich nazwiemy? Jalyssa? :)

A teraz "pożegnanie": 

Bardzo Wam dziękuję, za każdy komentarz, za każde wyświetlenie i ogólnie za wszystko.
Jest to moje pierwsze tłumaczenie, ba! Jest to moja pierwsza przygoda z blogspotem. XD 
Dziękuję Wam, że mnie tak ciepło przyjęłyście. :) 
JESTEŚĆIE CUDOWNE! <33

Hahahha, okey nie przynudzam dalej, bo rozpisze się dopiero pod ostatnim rozdziałem, drugiej części, którą też będę tłumaczyć. Hahaha, nie pozbędziecie się mnie tak szybko.

Chciałabym Was również zaprosić na mojego bloga:

oraz na bloga, którego zostałam poproszona o polecenie.

Jeśli to czytasz, to proszę - skomentuj.
Będzie to dla mnie w pewnym sensie podziękowanie. 


Ey, skarby, bo widzę, że trochę namieszalam XD Jest to ostatni przetłumaczony PRZEZE MNIE. Pierwsza część ma jeszcze jeden rozdział, który przetłumacz Sandra. :)


Do przeczytania, kochane! :)


Much love, Paulla <33 :)

niedziela, 30 marca 2014

15. The Aftermath

NOTKA POD ROZDZIAŁEM!
Rozdział nie sprawdzony


Stałam  na balkonie przez 20 minut, a następnie udałam się do łazienki by spojrzeć na siebie w lustrze. W tym momencie łzy przestały płynąc, a ja stałam tam otępiała. Justin nie szukał mnie, za co byłam mu wdzięczna. Nie chciałam się z nikim widzieć w tej chwili. Wyciągnęłam z torby telefon, gotowa zadzwonić do mamy i poprosić ją aby przyjechała po mnie, ale uprzedziła mnie. Mój telefon zaświecił się i zaczął wibrować w mojej dłoni.
-Cześć mamo. – pociągnęłam nosem. – Właśnie miałam do ciebie dzwonić.
-Alyssa, coś się stało? – jej głos brzmiał na gorączkowy. – Powiesz mi później. Jadę po ciebie.
-Czekaj, mamo, co się dzieję?  - brzmiała na zasmuconą.
-Pogadamy w aucie. Jestem w drodze.
Rozłączyłam się i spojrzałam na podłogę. Postanowiłam wyjść z tąd pozostając niezauważoną. Justin podejrzałaby, że byłam tak zdenerwowana, że postanowiłam pójść do domu.
Wymknęłam się z hotelu i czekałam na zewnątrz, aż moja mama wjedzie na parking łamiąc przy tym ograniczenia prędkości. Jej oczy były tak czerwone jak moje, gdy siadałam na fotelu pasażera.
-Mamo, co się stało? – zapytałam. – Przestraszyłaś mnie.
-Jim został aresztowany, Alyssa. – moje oczy rozszerzyły się. – Był pijany i stawał się agresywny. Byłam przerażona, więc zamknęłam się w łazience i zadzwoniłam na policję. Nie wiedziałam co innego mogłam zrobić, Alyssa. O-On walił w drzwi zastraszając mnie, że je wyważy, a nawet groził mi, że mnie zabije. Spanikowałam i-i… - wydobył się z niej szloch.
-Mamo, proszę. Uspokój się i skup na drodze. – westchnęłam. – Zrobiłaś właściwą rzecz. On cię ranił, mamo. Musiał zostać za to aresztowany! Masz prawo być zdenerwowana, ale pamiętaj, że to co zrobiłaś jest właściwe.
Moja mama wzięła głęboki wdech. – Policja jest w domu. Chcą rozmawiać z nami obydwiema. Proszę, Alyssa. Wiem jak bardzo go nie lubisz, ale to nie jest czas na twój gniew. Proszę, nie mów czegoś o czym nic nie wiesz.
Westchnęłam. – Okey. Tak długo, jak mi coś obiecasz.
-Cokolwiek.
-Musisz się z nim rozwieść, mamo. Gdy tylko będzie to możliwe. Teraz gdy policja zajmuje się tą sprawą, nie będziesz miała do czynienia z zagrożeniem z jego strony już nigdy więcej. – powiedziałam.
-Okey, Alyssa. Zrobię to.
-Musisz mi to obiecać. – rzuciłam.
-Obiecuję. – spojrzała na mnie, chwytając moją dłoń w swoją. W końcu uświadomiłam sobie, że nie pracowała tak ciężko po to by uciec od swojego życia, ale robiła to, bo była przestraszona. On wyszedł z naszego życia, ale wszystko nie mogło wrócić jeszcze do normy. Nie mogło, dopóki nie będziemy pewni, że nie wpieprzy się do naszej rodziny ponownie.
Dotarłyśmy do domu, gdzie na naszym podjeździe stały dwa radiowozy. Kilku sąsiadów znajdowało się na ulicy, plotkując o sytuacji, która właśnie miała miejsce. Kilku spojrzało na nas w degustacji, wysyłając mi i mojej mamie współczujące spojrzenia, gdy pokonywałyśmy drogę do domu. Trójka policjantów, która siedziała w jadalni wstała, gdy weszłyśmy do środka.
-Ty musisz być Alyssą. – krótszy mężczyzna zwrócił się do mnie. – Pani Lopez chcielibyśmy porozmawiać z pani córką na osobności, jeśli nie ma pani nic przeciwko. Zadamy jej kilka pytań. Jej współpraca z nami w tej sprawie bardzo by nam pomogła.
-Oczywiście. – moja mama przeniosła wzrok na mnie. – Będę w salonie.
-Alyssa, nazywam się oficer Rick. – uśmiechnął się do mnie, kiedy siadałam na stole w jadalni. – To jest oficer James i oficer Pete. Nie zrobiłaś niż złego, więc nie musisz czuć presji w związku z pytaniami, które ci zadamy. Chcemy żeby to było tak wygodne, jak to tylko możliwe.
-Więc dajecie mi pozwolenie na czucie się komfortowo w moim własnym domu? – chronię mój tyłek.
-Dokładnie. – wyszczerzył się Rick. – Więc, Alysso jakie były twoje relacje z mężem twojej matki?
-Nie istniały.
-Czy kiedykolwiek czułaś się niekomfortowo w jego otoczeniu?
-Zawsze. – pokiwałam głową.
-A dlaczego tak było? – Rick nabazgrał coś na dole swojego notesu.
Wzruszyłam ramionami. – Nie lubiliśmy się ze wzajemnością.
-Czy kiedykolwiek ci groził?
-Nie.
-Czy kiedykolwiek cię dotykał?
-Nie. – zamrugałam oczami.
-Alyssa, jeśli chcesz nam pomóc, musisz przestać udzielać nam niejasnych odpowiedzi.
Westchnęłam. – Spójrzcie, chcecie znać moje zdanie? Zatem, zapisz tam na dole; moja mama poślubiła wyrzutka. Nie zasługiwał na moją mamę i był palantem. Osobiście nic mi nie zrobił, ale zadarł z moją mamą, tym samym zadzierając ze mną. Myślę, że zasługuje na kare śmierci, za to co zrobił z moim życiem, czyli wywrócił je do góry nogami.
Czterech policjantów wpatrywało się we mnie. Wstałam ze swojego wcześniejszego miejsca.
-Mogę teraz iść? – zapytałam, krzyżując ramiona.
-Tak. – Rick pokiwał głową. – Dziękuję ci za poświęcony czas i szczerość, pani Lopez.
Przytaknęłam i opuściłam jadalnie. Ignorując moją mamę, podciągnęłam dół mojej sukienki i pobiegłam na górę. Wszystko obróciła się w gówno w przeciągu godziny.
Noc na balu; noc z moich pieprzonych marzeń.
W czasie pomiędzy przesłuchaniem mojej mamy z policją i ich wyjazdem późnej nocy, nie mogłam wyprodukować już więcej łez, więc leżałam wpatrując się bezczynnie w sufit, dopóki nie zasnęłam.

Obudziłam się z bólem głowy, a wspomnienia z zeszłej nocy zalały mnie. Była 12:30 po południu, gdy usłyszałam szuranie dochodzące z korytarza, wskazujące na to, że moja mama była już na nogach. Wzięłam głęboki oddech, zanim wstałam i pokierowałam się do pokoju naprzeciwko mojego. Moja mama klęczała na podłodze, zamiatając odłamki szkła.
-Mamo? – powiedziałam cicho, nie chcąc jej wystraszyć.
Popatrzyła w górę. – Oh, kochanie. Nie wiedziałam, że już wstałaś.
-Właśnie się obudziłam. – przeszłam przez pokój, siadając na jej łóżku. – Co robisz?
-Przez te wszystkie wydarzenia z zeszłej nocy, nie zdałam sobie nawet sprawy z tego, że Jim stłukł wazon. – westchnęła.
-To był twój ulubiony. – skrzywiłam się.
-Mhm. – mruknęła. – Był. W każdym razie, nie powiedziałaś mi czemu byłaś zasmucona zeszłej nocy. Dlaczego chciałaś, żebym przyjechała cię odebrać?
-Wszystko uderzyło mnie w twarz zeszłej nocy. Justin mnie pocałował i wszystko było perfekcyjnie. Dopóki Chelsea nie weszła i nie zobaczyła nas i od tego momentu wszystko zaczęło spadać w dół. Teraz ona ze mną nie rozmawia. – mruknęłam.
-Oh kochanie. – moja mama upuściła szczotkę i podeszła do mnie. Owinęła swoje ramiona wokół mnie. – A co z Justinem?
-Powiedziałam mu, że chcę pobyć sama i ostatni raz widziałam go wtedy zanim mnie opuścił. – westchnęłam.
-Lubisz go, Alyssa? – zapytała mama.
-Nawet nie wiem. – wymamrotałam, patrząc w dół na swoje dłonie.
-Nie jest to miejsce na udzielanie ci porad związanych z wydarzeniami z kilku ostatnich miesięcy, ale zapytam cię o to. Czy to wszystko jest warte utraty najlepszej przyjaciółki? Nie chce odpowiedzi, tylko pomyśl nad tym. Ponieważ straciłam kogoś kogo bardzo kochałam, z powodu głupich decyzji, które podjęłam.
-Kogo straciłaś? – zapytałam.
-Moją córkę. – dzwonek do drzwi zadzwonił, a moja mama wstała. – To prawdopodobnie kolejny policjant lub sąsiad. Pójdę sprawdzić czego chce i pójdziemy zjeść śniadanie na miasto . Jak to brzmi?
Przytaknęłam głową i próbowałam się uśmiechnąć, obserwując jak moja mama opuszcza pokój. Kilka sekund później otworzyła drzwi i krzyknęła moje imię. Ktokolwiek to był, chciał się ze mną zobaczyć. Westchnęłam, wstając i mozolnie schodząc po schodach. Zastygłam gdy zobaczyłam kto stoi w drzwiach.
-Hej Alyssa. – Justin posłał mi mały uśmiech. – Masz minutę? Musimy porozmawiać.
Pokiwałam głową. – Chodź, usiądziemy na werandzie. – Spojrzałam w stronę mojej mamy, wychodząc na dwór i zamykając za sobą drzwi. – Co tam?
-Słyszałem o twoim ojczymie. – Justin popatrzył w dół na swoje stopy. – O tym co zrobił twojej mamie. Tak mi przykro.
-Yeah, cóż, dobrze wiesz jaki był z niego dupek. - wymamrotałam, a Justin przytaknął.
-Jednak, po tym całym gównie, które zdarzyło się zeszłej nocy, byłem pewien, że masz już dość dram. Szukałem cię, a twój telefon nie odpowiadał. Martwiłem się.
-Dzięki za troskę. – byłam zdesperowana, aby zakończyć tę rozmowę.– W porządku ze mną, więc zgaduję, że zobaczymy się na rozdaniu dyplomów.
-Zaczekaj. – westchnął Justin. – Wiem, że masz teraz dużo na głowie, ale nie mogę dłużej czekać i zastanawiać się nad tym. Na czym teraz stoimy?
O boże. – Co masz na myśli?
-Mam na myśli, że całowaliśmy się i powiedziałem ci jak się czuję. Ale ty nie powiedziałaś mi dokładnie co czujesz. Ta niewiedza mnie zabija…
-Justin…- zamknęłam oczy, ból głowy powracał.
-Wiem, że jest to ostatnia rzecz, o której teraz myślisz, ale… - podniosłam dłoń, aby go zatrzymać.
-Justin, chce być z tobą. Wszystko czego nie dowiedziałeś się wczoraj, powiem ci teraz. Czuję wszystko to samo co ty. – twarz Justina rozświetliła się. – Ale teraz pytasz mnie o dokonanie bardzo trudnego wyboru, którego nie mogę teraz dokonać.
-Co ty…-
-Jeśli bylibyśmy razem, Chelsea pomyślałaby, że wybrałam ciebie zamiast jej. Nie mogę już jej więcej zranić. Obydwoje jesteście dla mnie bardzo ważni, a wybranie jednego bez ranienia drugiego jest… proszę zrozum mnie.
Justin westchnął, wpatrując się we mnie. Stałam tam, a każda część mojego ciała chciała go chwycić i pocałować, ale nie zamierzałam tego robić jemu lub sobie.
-Rozumiem, Alyssa. Nie chcesz jej ranić, bo już to zrobiłaś.
Westchnęłam w uldze. – Mam nadzieję, że wciąż możemy być… -
Justin uniósł swoją dłoń w powietrze.- Nie, Alyssa. Już nie. - zaśmiał się bez humoru i odwrócił się, zostawiając mnie samą.
-Justin, zaczekaj…- poszłam w jego kierunku.
-Nie, Alyssa. Masz racje; nie możemy być razem bez ranienia przy tym Chelsea. Ale nie zamierzam być idiotą, który będzie udawał, że wszystko jest w normie i jest okej, gdy nie jest. Nie oczekuj ode mnie, że będę tu na zawsze. Widzimy się na rozdaniu dyplomów.
-Justin, proszę. – ale one odszedł.
Obserwowałam jak odjeżdża z mojego podjazdu i jedzie w dół ulicy, dopóki nie byłam w stanie zobaczyć jego auta, już nigdy więcej.


~~*~~

DRAMA. Ponownie. 

WAŻNE

Nie jestem jakąś maszyną do tłumaczenia, więc za przeproszeniem przestańcie zawracać mi dupę i już od środy pytać się o nowy rozdział. Ten rozdział tłumaczyło mi się źle, a fakt, że opowiadanie czyta około 140 osób, z czego komentuje zaledwie 35 wcale mnie nie motywuje. ROBIMY TO DLA WAS NIE DLA SIEBIE. Jakbyście się czuli gdybyś razem z Sandrą dodawały rozdziały wtedy, gdy będziemy miały na to ochotę? Może co miesiąc, co dwa, albo wcale. Tłumaczenie zajmuje 2 godziny, przetłumaczenie tak abyście zrozumieli sens zdania zajmuje kolejną godzinę, a komentarz kilka minut. 
Według Was to jest fair? Bo jak dla mnie nie. 



USUNIĘCI Z INFORMOWANYCH:
@fajnypomidor
@sweetleemons
@othernessiscool
@druzynaactimela
@olivbiebs34


Much love, Paulla. 


niedziela, 23 marca 2014

The Morning.

Z tego co pamiętam to brakowało Wam opisanych scen seksu w Enemies With Benefits.. no cóż. Więc, mogę Was zaprosić na The Morning, gdzie tego seksu będzie pod dostatkiem. 
Mam nadzieje, że się spodoba.


Oczekiwano, że będą całkowicie profesjonalni.
W gruncie rzeczy, napięcie seksualne jest całkiem profesjonalne.

"All that money the money is the motive
All that money the money she be foldin'."

|Ostrzeżenie| dużo seksu.

14. Prom (Part II)


Alyssa

 Owinęłam swoje ramiona wokół ciała, patrząc w dół na jednym z hotelowych balkonów.
-Wiesz.. -drzwi za mną się otworzyły, a Justin wsunął się na balkon. -Jestem całkiem pewny, że głównym celem balu jest spędzanie czasu ze znajomymi.
Zachichotałam. -Widziałeś gdzieś moją przyjaciółkę?
-Ostatni raz jak sprawdzałem tańczyła z grupą ludzi. Jak dla mnie spoko, jeżeli przez to odczepi się od moich włosów- zmarszczyłam brwi, a Justin podniósł dłoń do góry.- Wybacz, to było wredne.
Przewróciłam oczami. -Co tutaj robisz, Justin?
-Więc..- powiedział idąc w moją stronę. -Chciałem trochę ciszy i spokoju, ale ty tutaj jesteś, więc dzięki za zepsucie tego.
-Zamknij się- zaśmiałam się. -A tak serio, nie powinieneś tam być? Przeżywając jedną z ostatnich nocy liceum ze swoimi znajomymi?
Justin spojrzał na mnie. -Zgaduje, że teraz albo nigdy- mruknął.
-Żeby zrobić co?
-Powiedzieć ci prawdę.
-Okej?- Uniosłam brwi.- Wyrzuć to z siebie.
-Moja mama zawsze mi powtarzała "jeśli zobaczysz ładną dziewczynę, z którą chcesz być traktuj ją odpowiednio i będzie twoja w minute". Problem w tym, że nie robiłem tego.
-Jeśli mówisz o Chels.. -zaczęłam, ale Justin podniósł palec do góry.
-Nie mówię o Chelsei- Justin wziął głęboki wdech.
-Więc o ki.. och- szepnęłam. -Och.
Patrzyliśmy na siebie, nie wiedząc co powiedzieć. Justin zaczął iść w moją stronę i zatrzymał się dopiero jak dzieliły nas centymetry.
-To ty Alyssa. Zawsze byłaś, od pierwszej klasy. Byłem idiotą i traktowałem cię jak gówno, przepraszam.
Zrobiłam krok i teraz nasze klatki piersiowe stykały się.
-Co z Chelseą?-Justin wyszeptał.
-Nie obchodzi mnie teraz- odszeptałam. -Teraz albo nigdy, prawda?
Justin kiwnął głową, schylając się i przyciskając swoje usta do moich. Owinął swoje ramiona wokół mojej talii i przyciągnął mnie jeszcze bliżej do siebie. Odsunął się lekko.
-Czekałem na to tak długo- jęknął, całując mnie znowu i znowu.
Zostałam z powrotem wepchnięta do rzeczywistości, kiedy usłyszałam, że drzwi balkonowe się otwierają.
-Chelsea, myślę, że jest tam- Lance powiedział. O Boże, nie teraz. -Och, miałem racje.
-Alyssa?- Obcasy Chelsei stuknęły na podłodze, a ja odskoczyłam od Justina. -Co się tutaj dzieje?
-Chelsea..- powiedziałam bez tchu. Spojrzałam na Justina, który przesunął ręką po włosach i sięgnął do krawatu, poprawiając go niezgrabnie.
-Więc, nikt nie ma wyjaśnienia?- Zapytała, kładąc dłoń na biodrze. Zerknęłam na Lance'a, który uniósł brew do góry.
-Teraz albo nigdy, prawda?- Powiedział, jakby był świadkiem wszystkiego co stało się między mną a Justinem. -Śmiało Alyssa, powiedz jej.
-Powiedz mi co?-Chelsea zapytała. -Alyssa, co się dzieje?
Milczałam, nie umiejąc oderwać od niej wzroku.
-Alyssa i ja uprawialiśmy seks- Justin wyrzucił z siebie, a szczęka Chelsei opadła.
-Co?- Odwróciła się w moją stronę. -Czy to prawda?
-Tak- Lance odpowiedział za mnie.
-Nie. Chce to usłyszeć od Alyssy- Chelsea wpatrywała się we mnie. Wzięłam głęboki oddech i pokiwałam głową. -Ale to było zanim zaczęliście się spotykać, przysięgam.
-Mam to w dupie, Alyssa! Dalej mi nie powiedziałaś, swojej najlepszej przyjaciółce, że uprawiałaś z nim seks. Nie wspominając, że nienawidzicie się od pierwszej klasy. Ile razy się to zdarzyło?
-Dużo- wyszeptałam.
-Dużo?- Chelsea zaśmiała się.- Łał, Alyssa. Wiedziała, że Justin taki jest, ale ty? Oczekiwałam, że jesteś dużo lepszą osobą.
-Och, nie powiedziała ci najlepszej części- Lance się zaśmiał.
-Jest więcej?- Chelsea potrząsnęła głową.
Wzięłam głęboki oddech. -Nie byłam z Lancem na prawdę- wymamrotałam.
-Co?- Chelsea i Justin zapytali w tym samym czasie.
-To wszystko było kłamstwem. Byłaś na mnie zła i nie wiedziałam co mam zrobić- moje oczy piekły. Wszystko zaczynało się rozlatywać w tym momencie.
-Więc, niech sprawa będzie jasna, Alyssa. Spałaś z Justinem i mi tego nie powiedziała. Próbowałaś ukryć to, że śpisz z Justinem poprzez okłamywanie mnie i mówienie mi, że chodzisz z Lancem, a teraz co? Mówisz mi prawde, ponieważ to wszystko wybuchnęło ci w twarz? Bo uważam, że jeśli mogłabyś odejść z tym wszystkim, nigdy byś mi nie powiedziała.
-Chelsea, przepraszam- potrząsnęłam głową. -Proszę..
-Nie, Alyssa. Mam nadzieje, że to całe gówno było tego warte. A może niech cała wasza trójka trzyma się do cholery z daleka ode mnie- Chelsea odwróciła się na szpilkach i weszła do środka.
-Chelsea- chciałam iść za nią, ale Justin mnie przytrzymał.
-Nie, daj jej czas, żeby się troszkę uspokoiła.
-I co, Alyssa? Czuje się teraz lepiej? -Lance się zaśmiał.
-Ty draniu!- rzuciłam.
-Nie obwiniaj mnie. To nie ja jestem suką w tej sytuacji- zaśmiał się, odwracając do drzwi. -Miłej nocy.
Justin i ja staliśmy naprzeciwko siebie. Jego dłonie były schowane do kieszeni i patrzył w podłogę.
-Więc.. nie spotykałaś się z tym kretynem?
Potrząsnęłam głową, niezdolna, aby stworzyć zdanie. Pościeliłam sobie łóżko, teraz muszę się w nim wyspać.
-Nie wiem co powiedzieć, żeby sprawić, aby cokolwiek stało się lepsze- westchnął.
-Nie można nic powiedzieć- wyszeptałam. Nic nie wyczyści tego bałaganu. Justin skinął głową.
-Okej.
-Ona mi nigdy nie wybaczy- mruknęłam.
-Spójrz- Justin wziął głęboki oddech. -Ta cała sytuacja z przyjaciółmi-od-seksu była głupia, ale jeśli się już zdarzyła, jestem wdzięczny, że to byłaś ty.. mam na myśli, już powiedział ci co czuje.
Pokiwałam głową. -Dzięki- wymamrotałam, wiedząc, że słysząc takie coś od Justina, trzeba to odebrać jako komplement, jednak to nie wystarczało, żeby mnie rozweselić.-Justin, na prawdę chcę być teraz sama. Muszę ogarnąć swoją głowę.
Justin patrzył na mnie przez chwilę.
-Okej- skinął. -Będę w środku jeśli będziesz mnie potrzebowała.
Poszedł do mnie, jakby chciał mnie przytulić, jednak z tego zrezygnował. Posłał mi mały uśmiech i wszedł do środka. Patrzyłam jak odchodzi, zdając sobie sprawę z tego, że to jest chłopak, dla którego rzuciłam wszystko.


~*~
Ale się narobiło, łooooo. Mam nadzieje, że się pogodzą, a Wy? 
I w ogole sjkdcnfdsjnchdbchdf JALYSSA NDJKSDNFJKDSJKFJDSKF  *____*
Stety, niestety zbliżamy się do końca Enemies With Benefits, ale jest coś co może Was ucieszyć- jest druga część i również będę ją tłumaczyła, z Paulą lub bez (to zależy od niej). Cieszy mnie ogromnie fakt, że tak polubiliście to opowiadanie i przyznam się szczerze, że prawdopodobnie nie czylibyście teraz tego, bo praktycznie już na starcie (nawet nie dodałam pierwszego rozdziały) chciałam się poddać, bo stwierdziłam, że nikomu się ta historia nie spodoba, jak widać myliłam się. 
Co do rozdziału.. nie przewiduję błędów, jeżeli takowe są to tylko przez moją nie uwagę.
Mam nadzieje, że się podobało no i do następnego.
#muchlove


Aaaaa i jest jeszcze sprawa. Czy jest ktoś chętny do pomocy przy tłumaczeniu opowiadania o Harrym Stylesie? Jak tak to pisać na twitterze lub ask.fm.
Więcej informacji udzielę osobom chętnym.

piątek, 14 marca 2014

13. Prom (Part I)

 Mój budzik zadzwonił w piętek rano, a ja jęknęłam. Dzisiaj był dzień, którego obawiałam się najbardziej; bal. Lance skończył pytać Zoey czy będzie jego partnerkę, podarowując jej mój bilet, a ja nie byłam nawet w stanie znaleźć dla siebie partnera, więc postanowiłam porzucić to.
Kiedy Chelsea dowiedziała się o Lancie i mnie, zwariowała. Powiedziałam jej, że nie byłam gotowa jeszcze o tym rozmawiać, a ona w pełni to zrozumiała. Spędziłam cały weekend na decydowaniu co powiedzieć Chelsea zanim Lance to zrobi, ale miałam pustkę w głowie.
Byłam gotowa na mój ostatni piątek w szkole, chwytając mój plecak i schodząc po schodach. Moja mama była w pracy, więc z góry założyłam, że Jim spał. Weszłam do kuchni i podskoczyłam, gdy zobaczyłam jego sylwetkę siedzącą na stole.
-Przestraszyłeś mnie. – warknęłam, niedbale wrzucając butelkę wody do torby.
-Hmm. – Jim mruknął. Spojrzał na mnie, co sprawiło, że poczułam się niekomfortowo.
-Zatem, idę do szkoły. – mruknęłam, odwracając się.
-Wiem, że wiesz Alyssa. – Jim zawołał.
Zastygłam w miejscu, niepewna co powiedzieć. – Wiem co? – postanowiłam zgrywać niewinną.
-Nie jestem głupi. I nie jestem też tobą.
Wzięłam głęboki wdech. – Idę do szkoły. Bye.
Chelsea stała przy szafce, gdy zbliżałam się do niej, a smutek był widoczny na jej twarzy. – Nie mogę uwierzyć, że nie idziesz na bal.
-Przepraszam, Chelsea. – wzruszyłam. - Ale będziesz miała Justina. Nie będziesz nawet o mnie pamiętać.
-Żartujesz sobie? Będę musiała siedzieć z przyjaciółmi Justina. Poważnie, nie chcę mieć doczynienia z sukami Zoey przez całą noc.
-Przepraszam. – mruknęłam.
-Zatem, bal jest oficjalnie spierdolony, a nawet się jeszcze nie wydarzył. Do zobaczenia później. – Chelsea westchnęła, odchodząc.
-Alyssa. – Lance powiedział przechodząc za mną. Pochylił się w dół do mojego ucha. – Tick Tock.
Zerknęłam na jego tył kiedy odchodził. Wiedziałam, że w mniej niż 24 godziny już nie będę miała najlepszej przyjaciółki.
Po szkole, leżałam na łóżku i gapiłam się w sufit. Był to ostatni dzień szkoły, a rozdanie dyplomów było we wtorek rano. Co się po tym stanie? Chciałabym wyjechać do college, zostawiając tym samym moją mamę, z którą zaczęłam odbudowywać relację.
-Skarbie. – moja mama delikatnie zapukała w moje drzwi. Uśmiechała się. – Ktoś tu jest, by się z tobą zobaczyć.
 Moja mama zeszła z drogi, a Chelsea przepchnęła się, wskakując na moje łóżko. – Cześć suko.
-Co ty tutaj robisz? Nie powinnaś przygotowywać się na bal?
-Myślisz, że mogłabym pójść na bal bez mojej najlepszej przyjaciółki na całej planecie? – odsłoniła mi duży żółty kawałek papieru i rzuciła nim we mnie.
- Bilet na bal? To kosztuje około 40 backsów. (około 120 zł w przeliczeniu)
-Justin zapłacił za połowę. Powiedział, że nie chce aby nasz pakt był zrujnowany z powodu Lanca. Brzmiał jakby rzeczywiście chciał abyś tam była.
Westchnęłam. – Oczywiście, że on. Bardzo Ci dziękuję, Chels, ale nie mogę tego wziąć. Oddam Wam każdego centa, przysięgam.
-Co masz na myśli, mówiąc, że nie możesz tego przyjąć?
-Nawet nie mam sukienki, Chels. Nie mogę tak po prostu pokazać się w starych rzeczach. – westchnęłam.
-Myślę… – moja mama oparła się plecami o framugę drzwi, uśmiechając się. - … że mam coś co możesz założyć.
-Yay! – Chelsea zapiszczała. – Okey, idę do domu przygotować się. Mam te denerwujące rzeczy na imprezę w domu Zoey, ale spotkamy się przed hotelam gdzie będzie bal, okey?
-Um, okey. – przełknęłam ślinę. Oczywiście, Chelsea była w to bardziej zaangażowana niż ja. Praktycznie przeskoczyła schody i wyszła przez frontowe drzwi skandując słowo „bal” wciąż i wciąż.
Moja mama zaprowadziła mnie do jej pokoju i weszła do swojej szafy wyciągając z niej długą, zieloną tkaninę. Moje oczy rozszerzyły się, gdy podała mi ją.
-Jest piękna. – moja mama pomogła mi się w nią ubrać, a ja spojrzałam się na siebie w lustrze. Sukienka była naprawdę oszałamiająca.
- Uwierzyłabyś mi, gdybym powiedziała Ci, że szłam w tej sukience do ślubu?
-Co? – zaśmiałam się, przebiegając rękę po zielonej tkaninie. – Ale ona jest zielona.
-Racja, oboje chcieliśmy mieć niespotykany ślub. Bóg wiedział, że nasz związek jest niezwykły. – wymamrotała. – W każdym razie, zobaczyłam tą sukienkę na wystawie w oknie pewnego dnia i wiedziałam, że to ta jedyna.
-Jest niesamowita mamo. Dziękuję Ci. – wyszeptałam, owijając swoje ramiona wokół niej. Wzięła głęboki wdech.
-Dobrze, co ty na to, że przygotujemy i wyślemy cię na bal? – uśmiechnęła się. Spięłyśmy moje głosy na górze, pozwalając moim czarnym lokom układać się w dół pleców. Po zrobieniu makeup’u, chodziłam wokół ganku podczas gdy moja mama szukała kluczy.
-Kochanie, uspokój się. – zaśmiała się, zakluczając frontowe drzwi.
-Prawdopodobnie, będę jedyną osobą bez pary. To nie najlepszy  pomysł. – westchnęłam, potrząsając swoimi dłońmi.
Mama chwyciła mój podbródek. – Wyglądasz pięknie. Zapamiętaj to i nie przejmuj się niczym innym.
Uśmiechnęłam się. – Dzięki, mamo.
-Cholera jasna! – Chelsea podbiegła do naszego auta kiedy z niego wyskoczyłam. Jej różowa sukienka wirowała, a obcasy uderzały o chodnik. – Wyglądasz niesamowicie! O mój Boże. Jestem taka zazdrosna.
-Żartujesz sobie? Wyglądasz świetnie. – odwróciłam się do mojej mamy. – Bye mamo. Tak bardzo Ci dziękuję za wszystko.
-Bawcie się dobrze dziewczyny. Kocham Cię, Alyssa.
Światła i kwiaty wypełniały korytarz. Moje serce łomotało gdy usłyszałam głośno muzykę dochodzącą z hotelu.
-Zoey porzuciła swoje dopasowane suki kiedy zobaczyła, że Justin rzeczywiście przyszedł ze mną, natomiast  ty nie przyszłaś. Zgaduję, że miała nadzieję że będzie mogła ocierać się o Lanca przed twoją twarzą. Jestem ciekawa jak zareaguje na to jak gorąco wyglądasz. – Chelsea przewróciła oczami.
-Nie rozmawiałaś z Lancem, prawda? – zapytałam nerwowo.
-Nie, dlaczego? – Chelsea pociągnęła za otwarte drzwi. Muzyka była tak głośna, że można było ledwo cokolwiek usłyszeć.
-Nieważne. – potrząsnęłam głową. Chelsea chwyciła moją dłoń, ciągnąc mnie przez tłum tańczących słodkich nastolatków. Justin siedział sam przy stole, opierając swój policzek na dłoni, wyglądając na znudzonego.
-Zobacz kogo znalazłam. – Chelsea zachichotała.
Justin spojrzał w górę i zrobił to powtórnie. Jego oczy poszerzyły się, a usta rozchyliły. – W-wow. – zająknął się. – Wyglądasz…niesamowicie.
-Dzięki. – uśmiechnęłam się. – Też nie wyglądasz źle.
-Aww. – Chelsea zapiszczała. – Jesteście coraz dalej.*
Justin i ja zakaszlaliśmy niezręcznie, a ja posłałam jej fałszywy uśmiech. Partner Chelsea z biologii, Brian, podbiegł do nas. Jest on jej przyjacielem w holowaniu auta.
-Chelsea, chodź zatańcz z nami. – wykrzyczał przez muzykę. Chelsea odwróciła się do nas.
-Będę zaraz z powrotem. Idźcie zatańczyć i dobrze się bawcie. – uciekła, zostawiając mnie sam na sam z Justinem.
-Jest bardzo podekscytowana. – powiedział Justin, tworząc rozmowę.
-Hmm, czekałyśmy na ten bal całe nasze życie. Tak przy okazji, to dziękuję Ci za bilet. Naprawdę to doceniam.
-Cóż, tak  jak powiedziałaś, czekałyście na tą noc całe wasze życie. Wiem też, że w pewnym sensie to wszystko to moja wina.
-Nie wszystko jest z twojej winy. – potrząsnęłam głową. – Ja również jestem winna. Zaplątałam się w swojej sieci kłamstw i wszystko wyszłoby na jaw prędzej czy później.
Justin ciężko westchnął. – Więc, otrzymamy dyplomy w mniej niż 96 godzin. Nie chcę żeby między nami były złe stosunki. Więc rozejm? – trzymał swoją rękę wyciągniętą w moją stronę.
-Rozejm. – uśmiechnęłam się, potrząsając jego ręką tak samo jak on moją.
-Wiem, że ominęły mnie twoje urodziny. Przepraszam za to. Spóźnione wszystkiego najlepszego. – uśmiechnął się. – Jesteś osiemnastolatką? Cholera, to staro. Czy to jest siwy włos? – chwycił kosmyk moich włosów.
-Zamknij się do cholery. – strzepnęłam jego dłoń, śmiejąc się.
-Więc co to jest za sprawa z Lancem? – zapytał Justin.
-Cóż…to bardzo długa historia. Naprawdę, nie chcę dzielić się nią w tej chwili.
-Oh, okey. Zatem, gdy będzie potrzebowała kogokolwiek do pokonania go, daj mi znać.
Zaśmiałam się. – Dzięki, Bieber.
-Cóż, jeśli to sprawi, że poczujesz się odrobinę lepiej, on zdecydowanie obniżył się w wyborze dziewczyn.
-Co masz na myśli? – mój uśmiech poszerzył się.
Justin pochylił się do mnie. – Ponieważ na tej sali nie ma ani jednej dziewczyny, która wygląda tak pięknie jak ty.


*chodzi o to, że robią postępy w swojej znajomości

~~*~~

Hello misiaczki! :) SUPRISE! Zamiast jutro, dodaję dzisiaj.
I jak się podoba nowy rozdział? 
Od tego momentu może być już tylko lepiej. Albo i nie.
Lubię trzymać Was w napięciu. *złowieszczo się śmieje*

Chciałabym Was również zaprosić na moje nowe opowiadanie własnego pomysłu:

Zostawiam Wam również link do traileru. 
KLIK

Poszukuje również osoby do wykonania szablonu.
Jeśli jesteś chętny/znasz taką osobę/polecasz jaką szabloniarnie napisz do mnie.
Kontakt znajdziecie w zakładce "Kontakt"

Do następnego!

Czytasz = Komentujesz

Much love, Paulla. <33 :)

niedziela, 9 marca 2014

12. I've made a real mess of things.



Alyssa.

Była sobota popołudniu, a ja byłam znudzona myśleniem. Leżałam na łóżku, przewracając strony jakiejś gazety, którą czytałam co najmniej kilkanaście razy. Moja mama była w swoim pokoju po drugiej stronie korytarza, ciągle mnie unikając.
Zadzwonił dzwonek do drzwi.
-Alyssa, możesz otworzyć?
-Jasne- westchnęłam, zwlekłam się z łóżka i ruszyłam w stronę drzwi. Kiedy je otworzyłam byłam zdziwiona widząc Lance'a, ręce miał schowane głęboko w kieszeniach.
-Lance, hej. Co ty tutaj robisz?
-Hej, Alyssa- przywitał się nerwowo.-Um, miałem nadzieje, że mogli..
-Alyssa? Kto przyszedł?- Zapytała moja mama stojąc za mną.
Pieprzyć moje życie- zaklęłam w duchu. Odsunęłam się od drzwi, pokazując Lance'owi, aby wszedł.
-Lance, to moja mama. Mamo, to jest Lance.. mój partner na bal- westchnęłam.
-Miło mi panią poznać- powiedział Lance, wyciągając rękę do mojej mamy.
-Ciebie także. Alyssa, nie powiedziałaś, że masz partnera na bal.
-Cóż, nie byłaś w pobliżu- odparłam. Dała mi spojrzenie, które mówiło, żebym lepiej przestała.
Lance zakaszlał. -Miałem nadzieje, że moge pożyczyć Alysse na kilka minut. Muszę z nią porozmawiać.
Pokiwałam głową, chwyciłam go za ramie i wyprowadziłam na ganek. Usiedliśmy obok siebie na schodach.
-Więc.. -Lance podrapał się po karku.
-O czym chcesz ze mną porozmawiać?
-Um, więc.. niczym, wszystkim. To znaczy, od czego mam zacząć?- O nie!- Zbliżyliśmy się do siebie przez ostatnie kilka tygodni i stałaś się moją przyjaciółką. Zależy mi na tobie, bardzo. Fałszywie chodziliśmy ze sobą i wszystko..
-Wyrzuć to z siebie.
-Chcę z tobą być.. na prawdę- uśmiechnął się delikatnie.
-Lance..-westchnęłam, kładąc moją głowę na ręce i zakrywając twarz. Kiedy ponowie na niego spojrzałam, patrzył na mnie w taki sposób, że było widać jak poważny jest.
-Jesteś świetnym facetem. Bardzo mi pomagałeś, prawdopodobnie bardziej niż na to zasługiwałam, ale przepraszam Lance. Nie lubię cię w ten sposób.
Patrzył na mnie dalej, a potem stało się to tak nagle. Rzucił się na moje usta, przytrzymując głowę w swoich dłoniach. Próbowałam go odepchnąć, ale miał nade mną przewagę.
-Mmmm- z moich ust wyszedł stłumiony krzyk. Przygryzłam jego dolną wargę bardzo mocno i wtedy odskoczył. Krew spływała mu po brodzie, a ja uśmiechnęłam się dumnie. Uśmiech zniknął, kiedy zdałam sobie sprawę z tego co się stało.
-Co do cholery Lance?!- jęknęłam. -Mówiłam, że nie lubię cię w ten sposób.
-Nie wierze w to. Nie możesz powiedzieć, że nic do mnie nie czujesz.
-Więc, lepiej uwierz, ponieważ mówię ci to- powiedziałam, wycierając usta.
-To przez Justina, prawda?-Lace zapytał cicho.
-Co? Nie, Lance. Dlaczego wszyscy myślą..
-Widzę sposób w jaki na niego patrzysz w klasie. Nie jestem głupi i widzę sposób w jaki on patrzy na ciebie. Jesteście w sobie zakochani.
-Lance- westchnęłam.
-Ale wiesz co jest zabawne?- Lance się zaśmiał.-Jestem tu; miły chłopak, który traktuje cię jak złoto. I jest Justin Bieber, który traktował cię jak gówno przez jedenaście lat, ale nadal zawsze znajdziesz drogę do jego łóżka, co skłoniło cię do okłamania najlepszej przyjaciółki. Może Chelsea chciała by wiedzieć co robisz z jej nowym chłopakiem za jej plecami.
-Zamierzasz jej powiedzieć?- Wyszeptałam.
-Albo ty to zrobisz, albo ja. Masz czas do balu- zagroził.- A tak przy okazji, baw się dobrze szukając nowej osoby towarzyszącej, ponieważ ja nie idę z tobą.
Lance wstał i szybkim krokiem podszedł do samochodu nie odwracając się. Patrzyłam jak wsiada i odjeżdża. Czy naprawdę był miłym facetem?
Wzięłam głęboki oddech zanim wróciłam do domu. Mama wstała ze swojego miejsca na kanapie i uśmiechnęła się do mnie.
-Słodki był. Zabiera cię na bal?
-Teraz już nie- mruknęłam.
-Skarbie, co się stało?
-Zrobiłam ogromny bałagan, mamo. I teraz myślę, że wykopałam zbyt głęboką dziurę, aby ją zakopać. Wiem, że nie miałyśmy za dobrych relacji i wiem, że były napięte, ale naprawdę potrzebuje teraz kogoś.
-Oczywiście, Alyssa. Chodź, usiądź i powiedz mi wszystko.
-Proszę, nie osądzaj mnie po tym co usłyszysz- poprosiłam.
-Nigdy- mama potrząsnęła głową.- Zacznij od początku.
Położyłam głowę na jej kolanach i powiedziałam jej wszystko co było do powiedzenia. Zaczynając od tego co stało się w pierwszej klasie, aż do momentu, gdy pojawił się Lance. Wybuchnęła płaczem, gdy powiedziałam jej o tym, że spałam z Justinem, jednak powstrzymała się od krzyczenia na mnie.
-I to wszystko- westchnęłam po zakończeniu mojej historii.
-Cóż- mama wytarła oczy.-Zrobiłaś niemały bałagan. Mogę dać ci tylko jedną rade. Czy to wszystko jest warte utraty najlepszej przyjaciółki? Będzie lepiej jak Chelsea usłyszy to wszystko od ciebie niż od kogoś innego.
-Jesteś zła?-Zapytałam.
-Jestem rozczarowana. Myślałam, że poczekasz z seksem, ale wygląda na to, że masz już wystarczająco poczucia winy i stresu na ramionach.
-Dziękuje, mamo- wyszeptałam, owijając ramiona wokół niej. Usłyszałam niezbyt głośnie klaskanie za mną, a następnie ciężkie kroki Jim'a wchodzącego do pokoju.
-Czyż to nie było piękne? Och, patrzcie jestem wrażliwy- drażnił się, wycierając fałszywe łzy.
-Och, Jim nie słyszałam jak wróciłeś.
-Racja, bo wtedy masz już gotowe wymówki, żeby wyjść z domu.
-Um, pójdę zrobić obiad- powiedziała wstając.
Złapałam ją za ramie.-Nie, mamo. Nie jesteś jego niewolnicą.
-Skarbie, jest dobrze- złapała moją dłoń i delikatnie ją zdjęła, a potem zniknęła w kuchni.
-Wow, Alyssa. Kto by pomyślał, że jesteś taką dziwką?- Jim zaśmiał się.
-Pierdol się- warknęłam.
-Za dużo mówisz- ostrzegł mnie, a potem uśmiechnął się wrednie.- Przysięgam, ktoś musi założyć ci kaganiec na tą słodką twarzyczkę, bo któregoś dnia ktoś ci ją obije.
Ty coś wiesz o biciu kobiet, prawda? Chciałam to powiedzieć, ale nie chciałam, żeby moja mama musiała zapłacić za moje słowa.
-Odpieprz się- powiedziałam przez zaciśnięte zęby i poszłam na górę.

~*~
Szukam kogoś do pomocy w tłumaczeniu Truth or Dare? 
Jak ktoś chętny to proszę o kontakt na ask.fm lub twitter.
#muchlove



sobota, 15 lutego 2014

11. Nothing More

Jeśli nie poinformujesz nas o nowej nazwie na tt, zostaniesz usunięty z listy informowanych. 

*Alyssa*

Chelsea stale paplała, kiedy jechałyśmy do sklepu z sukienkami. Obiecałam sobie, że chciałabym uciec od wszystkich moich problemów i po raz pierwszy od dłuższego czasu być nastolatką. Bycie nastolatką wiązało się z wielkim podekscytowaniem na bal oraz przymierzaniem sukienek przez godzinę. Miałam schowane 200 dolarów w portfelu i byłam gotowa aby iść.
Weszłyśmy do sklepu z sukienkami, a Chelsea wyciągnęła szyję, szukając czegoś. Uniosłam brwi, kiedy zapiszczała, machając przez sklep.
-Proszę, nie bądź zła. – powiedziała, chwytając moje ramię. – Ale tak jakby zaprosiłam Justina. Chciałabym poznać jego opinię, zanim kupię sukienkę.
Westchnęłam. – Oczywiście, że tak. – mruknęłam.
-Hey, Justin! – Chelsea pocałowała jego policzek. Próbowałam jak najlepiej, by nie zwymiotować. – Znasz Alysse, prawda?
Justin przytaknął grzecznie. – Alyssa.
-Justin. – przełknęłam. – Chłopaki stają się coraz bardziej poważni, huh? – rzuciłam krótkie spojrzenie na Justina, kiedy Chelsea patrzyła w drugą stronę.
-No cóż, to nic oficjalnego. – Chelsea zachichotała. Justin tylko uśmiechnął się mocno, wyglądając na zakłopotanego.
-Bierzmy się za to powoli. – Justin wywnioskował.
-Hmm, jestem pewna. Wyglądasz na typ biorący się za wszystko powoli. – powiedziałam sarkastycznie, ignorując spojrzenie Chelsea. – Dobrze, przyszłam tutaj aby znaleźć sukienkę, więc zaczynajmy.
Justin usiadł na parapecie, kiedy Chelsea i ja szukałyśmy sukienek. Chwyciłam pęk kilku różnych z wieszaków i zawlekłam je do przymierzalni. Słyszałam jak Justin wychwala każdą sukienkę, którą Chelsea prezentowała przed nim. Oburzyło mnie to jak on ją wykorzystuje, a jeszcze bardziej oburzyło mnie to, że siedziałam z tyłu, pozwalając na to.
-W porządku, Alyssa. Wybrałam moją sukienkę i chcę jeszcze zobaczyć jedną z twoich. Wychodź.
Westchnęłam, wychodząc w bieżącej sukni, którą miałam. – Wyglądam jak bałwan.
Chelsea zaśmiała się. – To jest…słodkie?
Zaśmiałam się, przewracając oczami. Kąciki ust Justina uniosły się, kiedy obczajał mnie. Szybko obróciłam się. – Jeszcze mam tonę do przymierzenia.
Telefon Chelsea zaczął dzwonić. – Idź przymierzyć kolejną. Zaraz wrócę.
Skończyłam zakładać kolejną suknię, która składała się z skomplikowanych pasków i zamków błyskawicznych, kiedy przyszła Chelsea ciężko stąpając.
-Coś nie tak? – zapytał Justin.
-To był mój tata. Coś mu wypadło i muszę się zaopiekować moim młodszym bratem. – Chelsea westchnęła. – A przywiozłam Cię tutaj, Alyssa.
Również westchnęłam. – Mam jeszcze kilka sukienek do przymierzenia.
-Ja mogę Cię odwieźć do domu. – wtrącił Justin. Chelsea i ja równocześnie spojrzałyśmy na niego. – Mam na myśli, bal jest za dwa tygodnie. A my nie przejechaliśmy całej drogi po nic.
-W porządku, Justin. Nie chcę Ci zawracać głowy. – warknęłam.
-To żaden kłopot. – wzruszył Justin, uśmiechając się uśmiechem, który znałam za dobrze. Uśmiech ten roztapiał serce każdego oraz przekonywał go do zrobienia rzeczy po jego myśli. – To będzie dobry sposób na poznanie się oraz sprawienie, że między nami będzie mniej niezręcznie.
-On ma rację, Lyss. – zwróciła uwagę Chelsea.
-Zgoda. – westchnęłam, wchodząc z powrotem do przymierzalni.
Chelsea powiedziała bye, zostawiając nas samych na tyłach sklepu. Zszarpnełam sukienkę z mojego ciała, podchodząc do następnej.
-Ty i Chelsea jesteście ze sobą naprawdę blisko. – powiedział Justin niezręcznie. – To słodkie.
-Hmm. – mruknęłam.
-Masz parę na bal?
Westchnęłam. – Yup.
-Wiesz, próbowałem być miły. Mogłabyś zacząć ze mną współpracować.
-Jestem pewna Justin, że powiedziałam Ci, żebyś zostawił mnie w spokoju 72 godziny temu i 24 godziny przed tym. – warknęłam. – Więc wsadź to sobie gdzieś.
Justin westchnął. – Dobrze.
Wyszłam z kabiny, a Justin siedział z zamkniętymi oczami, odchylając głowę do okna za nim. Spojrzałam w lustro, aby ocenić sukienkę. Pobiegłam dłonią po tkaninie, aby zobaczyć Justina patrzącego się na mnie na wskroś lustra.
-Co? – warknęłam.
-N-Nic. – potrząsnął swoją głową.
Uśmiechnęłam się ironicznie. – Podoba Ci się to, co widzisz, Bieber?
Justin zaśmiał się. – Chciałabyś, Lopez.
Wywróciłam oczami. – Po prostu chodź tutaj i zapnij mnie.
Justin zeskoczył z parapetu i podszedł do mnie. Czułam jego ciepły oddech na moim karku, kiedy jedną dłonią odgarniał włosy z mojej szyi, a drugą zapinał zamek.
-Przez pewien czas nie byłem tak blisko ciebie. – wyszeptał, opierając czoło z boku mojej szyi.
Opierałam się pragnieniu, aby odwrócić się i zedrzeć z nas nasze ubrania właśnie tutaj. Musiałam przyznać, że też za tym tęskniłam. – Mam chłopaka, Justin. – To był ten czas jak ten kiedy życzę sobie, abym nie była zaplątana w to wszystko z Lancem.
-Więc? – Justin mruknął.
Obróciłam się, nagle zdając sobie sprawę z faktu, że tylko my jesteśmy w sklepie, a kierownik patrzy na nas, zirytowany. – Robi się już późno. Nic mi się tutaj tak naprawę nie spodobało. Jestem gotowa wracać do domu.
Cofnął się i przytaknął. – Okey.
Przebrałam się w moje ubrania, i zwróciłam wszystkie sukienki, które przymierzałam. Szłam żwawo za Justinem tak jak on, gdy prowadził mnie do swojego samochodu. Usiadłam na miejscu pasażera, kiedy on wkładał kluczę do stacyjki. Gapiłam się w okno i zauważyłam, że wciąż nie ruszyliśmy.
-Justin jedź. – powiedziałam, obracając się do niego. Gapił się na mnie, jego twarz wyglądała na skoncentrowaną. Uniosłam brwi. – Coś nie tak, Justin?
-Wszystko. – było wszystkim co powiedział, zanim pochylił się i pocałował mnie. Był to pierwszy raz gdy kiedykolwiek pocałował mnie tak. We wszystkich innych przypadkach pocałunek był przepełniony pożądaniem i tylko pożądaniem. Ale tutaj w tym pocałunku było coś łagodnego i słodkiego, coś czego nie chciałam przerywać.
Ale musiałam.
-Justin, nie. – powiedziałam odpychając go, ale nie posłuchał. Zanurkował do przodu, a ja odepchnęłam go ponownie. – Powiedziałam nie, Justin.
-Dlaczego, Alyssa? – uderzył pięścią w kierownice.
Oparłam się plecami o drzwi pasażera. – Justin, uspokój się.
-Nie mogę, Alyssa. Nie kiedy nie przestajesz traktować mnie ozięble. Czego ty do cholery ode mnie chcesz?
- Dlaczego się tak zachowujesz, Justin? Dosłownie mieszasz mi w głowie. W jednej minucie nienawidzisz mnie. Nazywasz mnie dziwką, zapraszasz moją najlepszą przyjaciółkę na bal, nazywasz moje życie gównem…
-Starałem się prze-
-Nie skończyłam. – warknęłam. – Następnie starasz się mnie obmacywać. Próbowałeś mnie pocałować. Błagałeś mnie o seks z tobą. I tak jest za każdym razem gdy Cię widzę, nie wiem, którego Justina dostanę; słodkiego lub kontrolującego dupka. Nie kontroluj mnie, Justin.
- Próbując cię obmacywać? Ostatnio jak sprawdzałem, byłaś Miss I-Have-a-Boyfriend*.
-Widzisz, to jest dokładnie to co mówię. To co robię nie powinno wpływać na nas w żaden sposób. Sypialiśmy ze sobą, bez żadnych zobowiązań. To było jak przyjaciele-z-korzyściami. – westchnęłam. – Nic więcej.
Justin warknął. – Jesteś suką.
-Jestem naprawdę zmęczona twoimi bzdurami, Justin. – westchnęłam ponownie. – To była pomyłka. Po prostu zabierz mnie do domu.
Siedzieliśmy w samochodzie przez 40 minut jadąc w ciszy. Ręce Jusina były kurczowo zaciśnięte wokół kierownicy, tak jakby zamierzał naskoczyć na kogoś w każdej chwili. Siedziałam tak blisko drzwi, jak tylko mogłam, tylko w tej sytuacji. Wjechaliśmy na mój podjazd i westchnęłam z ulgą.
-Dzięki za podwózkę. – powiedziałam niezręcznie.
Justin przewrócił oczami. – Po prostu wypieprzaj z auta, Alyssa.
Westchnęłam, wychodząc z samochodu i zatrzaskując drzwi. Justin patrzył na mnie cały czas, a jego oczy mieszały się z gniewem i bólem.
-Żegnaj, Justin. – było wszystkim co powiedziałam, zanim obróciłam się w stronę domu, nie zadając sobie trudu, aby spojrzeć w tył.

*Miss I-Have-a-Boyfriend  – Znaczy Miss Mam-Chłopaka, lecz zostawiłam tak jak w oryginale, gdyż lepiej brzmiało.

~~*~~

Dziękuję za to, że z ponad 50 informowanych i ponad 30 obserwatorów komentuje 35 osób.
Dziękuję za to, że doceniacie naszą pracę.


Wyczuj sarkazm. 

Czytasz = Komentujesz


EDIT: JEŚLI NIE CHCESZ BYĆ DALEJ INFORMOWANY TO NAPISZ TO, ZAMIAST ZGŁASZAĆ MOJE KONTO NA TT!

Much love, Paulla.


poniedziałek, 10 lutego 2014

10. The truth will set you free.

Alyssa 


-Mam na myśli, zrobił to!- Mama jęknęła.- Ale kiedyś.
-Kiedyś? Mamo, ten siniak wygląda na nowy.
Mama milczała wpatrując się w podłogę. Spojrzała na nią, zaciśnięta szczęka, mocne spojrzenie. Nie miałam zamiaru jej odpuścić.
-Czemu? Czemu on to zrobił?
-Alyssa, nie zrozumiesz- mama potrząsnęła głową. -Są rzeczy, których nie wiesz o Jim'ie i naszym małżeństwie.
-Więc, wyjaśnij mi to, mamo- nalegałam.-Proszę. Od początku.
Westchnęła, kiwając głową w stronę stołu. Usiadłyśmy na przeciwko siebie, a moja matka zaczęła opowiadać swoją historię.
-Poznałam Jim'a w pracy. Był hydraulikiem i był tam przez tydzień naprawiając rury. Wydawał się uroczy, ale oczywiście poniżej moich standardów- przewróciłam oczami, na to jak płytka moja matka może być. -Męczył mnie przez kilka dni, abym się z nim umówiła, więc w końcu się zgodziłam. Wyszliśmy razem na kilka drinków jednej nocy i pomyślałam, że go polubiłam. Kiedy nasz związek się pogłębił, zaczął pokazywać jaki naprawdę jest.
-Więc, czemu za niego wyszłaś?
-Było za późno. Jim był zaplątany w coś ze złymi ludźmi. Wkrótce stracił pracę. Pił coraz więcej. Powiedział mi, że jeśli z nim nie zostanę to zamieni nasze życie w piekło. Nie mogłam cię w to mieszać.
-Zostałaś z nim i płacisz za jego gówniane życie? Dlaczego cię uderzył?
-Alyssa, nie uderzył mnie. On jest.. bardzo agresywny. Wylał swoją złość na mnie, ale to się już więcej nie powtórzy.
-Pozwól, że sprostuje. Wyszłaś za kawałek gówna- oczy mojej mamy zwężyły się na mój dobór słownictwa. -Ale jesteś nieszczęśliwa i dlatego spędzasz cały czas w pracy. Zostawiasz mnie z tym człowiekiem, którego nienawidzę z wzajemnością i który ma problemy ze złością, ukośnik z piciem. I twierdzisz, że robisz to dla mnie?
Mama pokiwała głową. -Jeśli przedstawiasz to tak, to..
-Brzmi okropnie? Wiem. Mamo, nie mogę tego przemilczeć. Co się stanie, kiedy wyjadę na studia?
-Alyssa, nie możesz niczego powiedzieć. Proszę, nie utrudniaj tego.
-Nie utrudniaj? Mamo, on cię krzywdzi! Nie wierze w to pieprzenie "on przestał". Tak czy inaczej to się dzieje. Musimy to komuś powiedzieć.
-Jeśli komuś powiesz- mama powiedziała cicho.- Zaprzeczę.
Moja szczęka opadła. -Żartujesz sobie?
Milczała dalej, niezdolna spojrzeć mi w oczy.
-Dobrze, mamo. Masz racje. Są rzeczy, których nie wiem i nie zrozumiem. Chcesz być głupia- śmiało, ale musisz wiedzieć, że za kilka tygodni będę w collegu, więc kiedy będziesz potrzebowała mojej pomocy, nie będzie mnie. I zaufaj mi- nigdy nie wrócę.
Odsunęłam się od stołu ze złością, powodując, że moje krzesło się przewróciło i poszłam na górę. Nie wiedziałam co mam robić. Naprawdę zamierzałam zostawić moją matkę z tym potworem?
Przygotowałam się do szkoły i wyszłam z domu bez słowa.
-Hej, dziewczyno- przywitała mnie Chelse'a zbliżając się do mojej szafki.- Wyglądasz okropnie.
-Dzięki- mruknęłam.
-Tak sobie myślałam, sukienki na bal* w piątkową noc?- Chelsea się wyszczerzyła.
-Nie wiem, Chels. Miałam zamiar ubrać jakąś sukienkę z domu.
-Sukienkę z domu? Nie, absolutnie nie. To jest bal, a nie jakiś tam ślub. Każda dziewczyna potrzebuje idealnej sukienki. Poza tym, kto spędzi godziny na mówieniu mi, że wyglądam dobrze w każdej sukience, którą przymierze?
Spojrzałam na nią.
-Dobrze- westchnęłam.
Chelsea wydęła wargi.-Mogłabyś być bardziej podekscytowana? Co się dzieje? Ciągle jesteś zdenerwowana, że idę z Justinem?
Ugh, zapomniałam o Chels i Justinie. To sprawia, że są dwa związki, przez które muszę się stresować.
-Um, nie jestem zdenerwowana. Zdegustowana, to lepsze słowo- fałszywy uśmiech wkradł się na moją twarz.-Jestem po prostu gotowa na zakończenie roku.
-Więc, pokaż entuzjazm. Czekałyśmy na bal całe nasze życie- uśmiechnęła się.- Złapię cię później.
Mrugnęła do mnie odchodząc. Mój uśmiech zniknął i westchnęłam znowu opierając się o moją szafkę.
-Wszystko w porządku?- Usłyszałam głos za sobą, podskoczyłam i obróciłam się. Justin oparty o szafkę obok, patrzył na mnie. Nie byłam pewna czy był sarkastyczny czy nie.
-Jak ty zazwyczaj, wszystko spierdoliłam- zatrzasnęłam kłódkę na mojej szafce.
-Słuchaj, co do wczoraj..- zaczął.
-Której części z "zostaw mnie do cholery" nie rozumiesz, Justin?- Warknęłam.-Zawsze to samo gówno, a ja mam już dosyć. Po prostu.. trzymaj się z dala ode mnie.
Minęłam go, ignorując, kiedy wołał moje imię. On najwyraźniej nie rozumie znaczenia słów "mam dość".


*W oryginale jest "prom", wydaje mi się, że większość wie, że w Ameryce w szkołach średnich jest organizowany bal kończący szkołę, w Polsce można to porównać do studniówki, jednakże to nie to samo.

~*~

http://ask.fm/InsolentDream/answer/109114872986
Tyle w temacie, dziękuje.



#muchlove